sobota, 29 czerwca 2013

Moją siłą jest moja pasja a moją pasją jest śpiew.


 Camillia Carter


Patrząc przez pryzmat lat na swoją przeszłość człowiek ostrzega wiele własnych błędów i pragnie cofnąć czas aby je naprawić, lecz gdyby to zrobił nie byłby tą samą osobą, którą jest teraz. W swoim dwudziestopięcioletnim życiu popełniłam wiele błędów. Zakochiwałam się w nie tych chłopaka co trzeba, ufałam ludziom nie zasługującym na zaufanie, wpadałam w nałogi, ale z tego wszystkiego wychodziłam praktycznie bez szwanku, bo miałam coś co dodawało mi odwagi, zabierało złe wspomnienia, trzymało mnie przy życiu. To była pasja, którą zaraziłam się od matki.


Urodziłam się w dosyć muzykalnej rodzinie. Ojciec umiałam grać na fortepianie, gitarze i saksofonie a matka śpiewała. I to po niej odziedziczyłam do tego talent. Kiedy tylko skończyłam dziesięć lat wiedziałam co chcę robić. Chciałam śpiewać. Chciałam być taka jak mama. To ona była moim idolem a ojciec próbował za wszelką cenę przeciągnąć mnie na swoją stronę. Owszem umiałam grać na fortepianie i trochę na gitarze, ale zajęcie mamy było o wiele bardziej interesujące. W Szwajcarii była dosyć znana. Śpiewała na najróżniejszych festynach a nawet wydała dwa albumy. Kiedy miałam piętnaście lat urodziła się moja siostra a mama zakończyła karierę i wróciła do zajmowania się nami. Czy byłam zazdrosna o siostrę, której matka poświęcała cały swój wolny czas? Owszem, ale byłam już na tyle dorosła aby wiedzieć, że mną też się tak zajmowała. Kilka miesięcy po narodzeniu Amelki zakochałam się po raz pierwszy. Chłopak był starszy o dwa lata i wydawał mi się doskonały. Już wtedy wiedziałam jak będzie wyglądał mój ślub, jaką suknię założę i kto go zorganizuje. Oczywiście Wedding Studio. Moja pierwsza miłość nie trwała długo, bo tylko okres wakacyjny, gdyż chłopak przyjechał do babci i musiał wracać do swojego kraju. Po tym wydarzeniu cierpiałam. W końcu to było moje pierwsze rozstanie. Po wakacjach jednak poszłam do liceum i tam poznałam swoją najlepszą przyjaciółkę. To ona, kiedy tylko skończyłam te osiemnaście lat powiedziała żebym starała się o pracę w Wedding. Mówiłam jej, że oszalała, ale ona przez całe dwa lata upierała się i w końcu poszłam. No i dostałam robotę! W Wedding pracuję tak więc od pięciu lat i śpiewam sobie na weselach naszych klientów. 

 W sa­mot­nej ciszy kształcą się ta­len­ty, a cha­rak­te­ry śród odmętu świata. 

Zdjęcie: Nina Dobrev .Będąc małą dziewczynką myślałam, że każdy człowiek jest niewinny a zło powstaje samo z siebie. Po osiągnięciu tych dwudziestu pięciu lat wiem, że nie każdy jest takim jakim go widzą. Przejechałam się na ty nie raz. Zaufałam ludziom, którzy mnie zdradzili, a którym zawierzałam największe sekrety. Wiem sama nie jestem ideałem, bo ideałów nie ma. Wiem, że jestem zazdrosna, mściwa i pamiętliwa, ale jestem też cierpliwa i staram się hamować jeśli coś co chcę powiedzieć ma kogoś urazić. Potrafię pójść na kompromis, lecz potrafię też stanowczo powiedzieć czego chcę. Czasami mam słabsze dni i wybucham z byle powodu, ale kto ich nie ma. Niektórzy mówią, że jestem melancholijna, lecz to nie jest prawda. Owszem, zdarzają mi się stany czegoś na kształt   depresji, ale mimo to jestem osobą bardzo żywą i gotową do działania. Czasami nie potrafię usiedzieć w miejscu a czasem spałabym cały dzień. Może i jest we mnie wiele sprzeczności, ale chyba łatwo mnie poznać. Nie zamykam się na innych i z chęcią poznaję nowych ludzi. 


_________________________________________________
Witam :)
Na wstępie powiem, że nie wiem kto powiedział słowa z 2. cytatu, ale mi sie spodobały.
Na zdjęciach Nina Dobrev ♥
Lubię cudze pomysły, bo moje są do bani.
Mogę zaczynać, nie przeszkadza mi to.
Teraz będę starała się odpisywać codziennie, lecz jeśli komuś po 3 dniach nie odpiszę, upominać się, bo może najzwyczajniej w świecie zapomniałam. 
A teraz zapraszam do wątków i powiązań. :)

piątek, 28 czerwca 2013

My funny little world.


Alessia Lucchese

Mając dwadzieścia osiem lat, można mieć wiele myśli. Pamiętam, że przekraczając dwudziestkę byłam wręcz załamana, skończyło się bycie nastolatką. Przyszedł czas na studia i obranie kierunku na przyszłość. Teraz już jestem o krok od trzydziestki i mogę z dumą stwierdzić, że nie muszę żałować, że te młodzieńcze lata są już za mną. Wszystko jeszcze przede mną. Nie jestem sama, mam pracę, a dodatkowo niedługo pojawić się jeszcze jedna osoba. Malutkie dziecko, które urodzę.
Zacznijmy jednak od początku. Mój ojciec jest rodowitym Włochem. Swoją żonę poznał jednak tutaj, w Genewie. I właśnie dlatego również ja narodziłam się tutaj. Jestem jedynaczką, ale nigdy nie był to dla mnie problem. Zostałam wychowana dobrze, naprawdę mogę tak powiedzieć. Wiem, że rodzice wiele poświęcili abym była tą osobą, którą jestem. Nic mi nie narzucili, ale pokazali co jest dobre, a co złe. Zabawne, że zawsze widziałam w moim ojcu ideał mężczyzny. Kochający Włoch z niesamowitym temperamentem. Kto by się spodziewał, że taki stanie również na mojej drodze.
Studiować chciałam we Włoszech. Musiałam poznać to miejsce, a okazja była idealna. Wybrałam dziennikarstwo, bo nic innego nie przychodziło mi w tamtym okresie do głowy. Można uznać ten okres za mało owocny w moim życiu, bo chociaż nie szło mi najgorzej, to jednak nie potrafiłam odnaleźć się w tej dziedzinie zbytnio. I tak wróciłam do Szwajcarii. Z niepotrzebnym wykształceniem, bez mojego wymarzonego Włocha u boku. Rodzice nie mieli mi za złe, że wyjechałam. Układało nam się na tyle dobrze, że mogłam sobie na to pozwolić. I nareszcie poczułam się jak Włoszka, którą jednak po części zawsze będę. 
Mając dwadzieścia sześć lat wypadało znaleźć sobie pracę. Próbowałam nawet jako dziennikarka. Skończyło się jednak na tym, że uganianie się za sensacjami zaczęło niszczyć moje dość marne nerwy. Zawsze ceniłam sobie sport, ale w tamtym okresie bieganie było już koniecznością. Codziennie rano, aby oderwać się od wszelkich stresów. Ach, pamiętam ten jeden dzień tak dokładnie. Pamiętam tego owczarka niemieckiego, którego teraz kocham całym swoim sercem i traktuję go niczym dar z niebios. W końcu dzięki niemu poznałam swoją miłość życia. Zabawne, że początkowo nie darzyliśmy się nawet gramem sympatii. Wszystko stopniowo się zmieniało i pędziło niczym huragan. Całkiem przypadkowo zdobyłam zatrudnienie w tej samej firmie co on. Jako konsultantka czułam się zdecydowanie lepiej. Ciężko to wszystko opisać słowami, ale jedno mogę powiedzieć. Kiedy na moim palcu zalśnił pierścionek zaręczynowy, stałam się najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Tak jak wspomniałam, przytrafiła nam się spora niespodzianka. Oboje nie byliśmy na to gotowi, ale mam wrażenie, że na ciążę nikt nie może przygotować się. Trzeci miesiąc to dopiero początek, a wszystko jeszcze przed nami. Czy sobie poradzimy? Nie mamy innego wyjścia.



Witam!
Karta będzie jeszcze poprawiania i udoskonalana. 
Musze tylko wczuć się w klimat i zobaczyć czy blog będzie się rozwijał.
Wątkom i powiązaniom mówię głośne TAK.

czwartek, 27 czerwca 2013

Nig­dy bym za kimś nie wrzeszczał: „Po­wodze­nia!” Bo jak się nad tym zas­ta­nowić, ok­ropnie brzmi ta­ki okrzyk.



FABRIZIO MORETTI
lub po prostu Fabio

Mam trzydzieści dwa lata. Mam narzeczoną, Alessię. Tak narzekali, że nikogo sobie nie szukam... to myślę, że teraz są zadowoleni. Chcieli mi już żonę wybrać jak byłem nastolatkiem. Och, zgrozo! Co to się wtedy działo. Bo wiecie, mam troszkę... dziwną rodzinę. Czuje się przy nich bardzo... normalny. Chociaż wśród innych ludzi czuje się nienormalny, tak, nienormalny.  Jestem zbyt włoski na Szwajcarię. I zbyt szwajcarski na Włochy. Mam kasy jak lodu. Ale jej nie potrzebuje. Miałem być prawnikiem, jak rodzice. Jednak, to nie dla mnie. Jestem więc kucharzem. Chcę mieć własną restaurację. Rodzina powiada, że to dziecinne marzenie. Jednak nie rozumieją, że to nie jest moim marzeniem, lecz celem. Na razie jednak zadowalam się robieniem tortów i różnych dań na wesela. I wiecie co, dobrze mi nawet płacą. Chociaż siostra mówi, że nie powinienem się tym tak zachwycać, a pracę traktować jako własne zainteresowanie (bo lubię gotować. Takie przywyknięcie Włocha). Mówi tak dlatego, bo odziedziczyłem wielki majątek rodziny Moretti. Takie tam bzdury. Jestem ostrożny i pracuję, bo co, jak nagle rodzice wszystko stracą? Warto wiedzieć, że ojciec to hazardzista. Jedynie matka potrafi go jakoś sprowadzić na ziemię. A co, jak matki już nie będzie? To zamiast wielkiego majątki, będą same długi. Dlatego pracuję i jestem ostrożny. Jednak znów wkracza opinia siostry. Vittoria powiada, że matce do grobu się jeszcze nie śpieszy i daleko jej do śmierci, że przyzwyczaiła się już do życia. I powiem Wam, że matka rzeczywiście to mocna kobieta, a zdrowie ma bardziej odporne ode mnie. No ale i tak umrze. Ale koniec już o śmierci. Jak to powiada Vittoria "Nie pieprz o czymś, co zepsuje komuś humor". Także zmiana tematu. Mam psa. Tak, to bardzo interesujące i pomyślałem sobie, że dobrze by było, gdybyście o tym wiedzieli. Mam Owczarka niemieckiego, który nazywa się Chico. Mam go już dość długo i zżyłem się z nim. Mieszkam w centrum miasta. Mam apartament i mieszkam w nim z Alessią. Alessia też lubi Chico. I mówię Wam, jest to wyjątkowy pies, bo dzięki niemu poznałem moją ukochaną. Ale zapewne długo mieszkać tam nie będziemy, bo chcemy wykupić sobie mieszkanko w pobliskiej wiosce. I nie, to nie był mój pomysł, tylko Alessii. Ale przypadł mi do gustu, o! Lubię dzieci, ale nie jestem na razie gotowy na wychowywanie własnych. Dlatego czasami boję się, że nastąpi taki dzień iż Alessia oświadczy mi że spodziewa się dziecka. Tragedia, po prostu... Och, czekajcie... Taki dzień już nastąpił. Alessia jest w ciąży. No, kurcze. A chciałem, żeby założyła biały welon i suknię białą. Kij, i tak założy. A co? Czasy się zmieniają, prawda? Najgorszy jest jednak fakt, że ja się boję mieć dzieci. Nie jestem na to gotowy. Miejmy jednak nadzieję, że dam sobie radę. A jak nie dam sobie rady? Och, same czarne scenariusze. Bo widzicie, ze mną to jest tak dziwnie. Bo jestem optymistą, któremu przejawiają się czarne myśli. Ciekawie, co? I wiecie czym się jeszcze różnie od innych ludzi? Lubię prostotę. Większość ludzi ma bzi­ka na pun­kcie sa­mochodów. Mar­twią się najlżej­szym zad­ra­paniem la­kieru, us­ta­wicznie ga­dają o tym, ile mil prze­jecha­li na jed­nym ga­lonie benzy­ny, a led­wie ku­pią so­bie no­wiuteńki wóz, już zaczy­nają myśleć, jak by tu go za­mienić na jeszcze now­szy. To wreszcie wca­le nie znaczy, żebym prze­padał za sta­rymi wo­zami. W ogóle sa­mocho­dy mnie gu­zik ob­chodzą. Wo­lałbym mieć ko­nia. Koń ma w so­bie przy­naj­mniej coś ludzkiego.*Nie lubię się niczym chwalić. Duma nie leży w mojej naturze. Tym różnię się również od mojej rodziny. Również tym, że jestem samotnikiem i żyje w swoim wyimaginowanym świecie. Lubię prostotę, lecz również oryginalność. Lubię mecze sobie oglądać, a co! Lubię chodzić z Alessią i Vittorią do centrum handlowego. Lubię dużo gadać. Lubię czytać. I wiecie co jeszcze lubię? Samego siebie.

Witam c: Karta będzie na pewno dopracowywana. Fragment tekstu karty zapozyczyłam z książki "Buszujący w Zbożu" autorstwa J.D Salingera. Zaznaczyłam to gwiazdką ;)
Zapraszam do wątków. Chętnie zaczynam. jak i wymyślam! :D
Powiązania rownież mile widziane.
Do wolnych też coś dodam :) Właściwie, to muszę xd Siostra i narzeczona do przejęcia! :D
Nie gryzę, więc nie trzeba się bać ^^
Wizerunek: Rafael Lazzini *Q*
Cytat w tytule pochodzi z ksiązki "Buszujący w zbożu" autorstwa J.D Salingera :)

Pan jest gej i pan się tego nie wstydzi.

Mathias Bauer
trzydzieści dwa lata, dekorator wnętrz

Mathias homoseksualista urodził się w Bernie, razem z bratem bliźniakiem, który w rzeczywistości nie powinien być tak nazywany. Tak strasznie się od siebie różnią, że na pewno nikt nie wziąłby ich nawet jako najdalszą rodzinę. Nawet zainteresowań nie mają takich samych. Tamten został w Bernie, wychowuje trójkę dzieci i pracuje w warsztacie samochodowym. Bauer ukończył akademię sztuk pięknych na kierunku architektury wnętrz, po czym wyjechał do Genewy, gdzie wiedzie sobie szczęśliwe życie podrywacza tej samej płci. Tak, znany jest głównie z tego, że nigdy nie daje sobie w kaszę pluć, a panie płaczą gdy tylko dowiadują się, że nie mają u niego żadnych szans. Mieszka tu, lubi to, właściciel tego i jeszcze tych dwóch.  Yuki, Dolce i Gabbana to jedyne futrzaki, które może uważać za prawdziwą rodzinę. Ot co, nikt z jego poprzedniego otoczenia tak na prawdę go nie akceptował. Jakież to ckliwe. Szczęśliwy posiadacz tego i mnóstwa innych, fajnych rzeczy. Ogólnie on cały jest szczęśliwy. Cudowny, tęczowy koleżka. Potulny, jak baranek, tylko czasami się wkurwi i rzuci w ciebie czym popadnie. Lubi kawały o gejach i stare wino, kolacje przy świecach - nawet z kobietami. Wybaczcie mu jego inność, ale przyznajcie - lepszego dekoratora wnętrz od niego nie znajdziecie. 
Mężczyzna siedział przed telewizorem, niezbyt szczególnie zwracając uwagę na to, co ogląda. Po prostu przeskakiwał z programu na program mając cichą nadzieję, że w końcu znajdzie coś godnego podziwiania. Zostawił załączony program rozrywkowy, po czym poszedł do kuchni, bo mu flakami powywracało z głodu. Wziął jakąś wczorajszą kanapkę i wrócił do salonu, wsłuchując się w słowa komika.
- Jeżeli znasz nazwy więcej niż sześciu kolorów albo czterech różnych deserów, równie dobrze możesz dać na swoim tyłku info: "wjazd wolny". Normalny facet nie ma w swoim mózgu wystarczająco miejsca na temu podobne duperele, pamiętając nazwiska wszystkich zawodników w pierwszoligowych klubach większości europejskich krajów, do tego F1, NHL, NASCAR i PGA. Jeżeli wiesz co to jest "chartreuse" albo chodzisz do stylisty, jesteś pedziem. O! I jeśli znasz jakąkolwiek nazwę materiału (za wyjątkiem jeansu)
- Hej! Jestem pedziem! O klękajcie narody, jestem pedziem! Dzięki, nie wiedziałem. - prychnął z ironią w słowach, a następnie wyłączył telewizor. Rzucił pilotem gdzieś w kąt sofy i podniósł swoje szanowne cztery litery, po czym podszedł do ogromnego lustra, które zajmowało praktycznie całą ścianę. - Jeżeli znasz nazwy więcej niż sześciu kolorów albo czterech różnych deserów, równie dobrze możesz dać na swoim tyłku info: "wjazd wolny". - mruknął przedrzeźniając mężczyznę z telewizji. Klepnął się po zadku i zaśmiał donośnie. - Nie każdy gej jest męską dziwką, kochaniutki. - dodał, kierując się w stronę drzwi wyjściowych.

__________________________
jezu jakie dno, okropna karta,
kochany zachary quinto,

cho na wątki

Ave Blond!

Monica Lightman
13 sierpnia 1980
Pani Manager, czasem Konsultantka
przede wszystkim,
Szczęśliwa Mama

Jak na prawdziwą blondynkę przystało myli kierunki, wmawia policjantom, że to wcale nie ona przebiegła właśnie na czerwonym świetle i kupuje kolejne pary butów, które nie mieszczą już się w jej szafie. Oprócz tego dzielnie stawia czoło byciu Poważną Panią Manager, która ogarnia wszystko bez mrugnięcia okiem. Problem w tym, że Monica ma problem z ogarnięciem własnego mieszania, a co dopiero spraw związanych z organizacją ślubów! A jednak! Świetnie sobie daj radę zarówno z tym, jak i z samotnym wychowywaniem swojego sześcioletniego syna, który mimo młodego wieku już jest na czarnej liście nauczycieli w nowej szkole (pewnie dlatego, że ulubioną nauczycielkę przykleił do krzesła, niszcząc tym samym jej nową sukienkę). Jakiś czas temu dała sobie spokój z szukaniem miłości swojego życia, twierdząc że książę z bajki i tak kiedyś wkroczy szturmem do jej życia.  Na pół etatu zajmuje się też byciem 'uroczą', choć ona twierdzi że wcale urocza nie jest, za to chętnie przyzna się do bycia upartą i wredną. Czasami. Monica lubi swoje życie. Wcale nie uważa, że do pełni szczęścia potrzeba miliona wrażeń i setek wyborowych imprez. Dobrze jej w tym miejscu, w którym teraz jest i nie chce niczego zmieniać. Monica jest głośna, Monica dużo mówi. Jeszcze więcej się śmieje i krzyczy na wszystkich tych, którzy starają się jej uprzykrzyć życie. Niewielu jest takich, bo generalnie Monica lubi ludzi, a w szczególności tych którzy szanują jej przestrzeń prywatną - ogólnie, prywatną przestrzeń życiową należy szanować, głównie dlatego Monica jak ognia unika wpieprzania się w życie innych ludzi. Co nie zabrania jej oczywiście wyskakiwać z milionem tysięcy znajomych na kawę i ciastka tylko po to, by potem wyć w poduszkę, że znów przytyje sto kilo. 


---
Kartę być może kiedyś rozbuduje :) 
Monica zaprasza serdecznie na wszystko co możliwe! :)

To jest puenta dla dorosłych.


Jakub Teichmann
7.7.1978  |  WARSZAWA  |  SZEF KUCHNI

Szwagier z Poznania bilet kupił mi na mecz,
z szalikiem Legii siedzę wśród kibiców Lecha.

Jakub (i nie Kuba, do wszetecznicy nędzy) chyba wszystko już w życiu swoim pełnym wrażeń robił, wszystkim zdążył się zafascynować i wszystkiego spróbować. Ma dyplom Wydziału Matematyki Uniwersytetu Moskiewskiego, a jego autorski sposób na relaks to rozwiązywanie zadań ze zbiorów, które pamiętają jeszcze poprzedni system. Równocześnie studiował matematykę, tworzył i rozwiązywał jej problemy, i uczył się swojego zasadniczego fachu pod okiem jednego ze znamienitszych moskiewskich szefów kuchni. Taki mały masochizm i spanie trzy godziny na dobę. W końcu kiedyś trzeba podstawę pod przyszłe zmarszczki wyhodować. Jednak Jakub ma to do siebie, że lubi sobie czasem przeprowadzić rewolucję w życiu, więc po studiach wrócił do Warszawy i zamiast łapać posadę nauczyciela w porządnym liceum, robić doktorat albo chociaż szukać hotelu, który do swojej ekskluzywnej restauracji potrzebował utalentowanego kucharza i późniejszego szefa kuchni, on wymyślił sobie OSP. Szkoda, że księdzem mu się nie zachciało zostać. Strażakiem był radośnie przez prawie pięć lat, a jego przygoda z przeciwdziałaniem pożarom i ich skutkom zakończyła się bardzo spektakularnie - upadkiem z wysokości, zawaleniem się budynku, podróżą do innego wymiaru i, po dwóch dniach lekarskich debat, niezbyt czułym pożegnaniem z lewym przedramieniem. A przynajmniej sporą jego częścią. To był prawdopodobnie dobry moment, żeby zastanowić się nad swoim życiem, ale od Jakuba nie należy zbyt wiele wymagać w tych kwestiach, więc nikogo nie zdziwiło, że zamiast w końcu wziąć się za jakąś normalną i mało ryzykowną pracę naukową, wyjechał do Szwajcarii (dlaczego akurat tam - milczy Tacyt) i w Genewie załapał się najpierw na posadę w jednej z hotelowych restauracji, a później zaczął gotować dla państwa młodych i ich gości. I oto jest!

___________________
Cześć, jeśli blog nie umrze, a ja się wkręcę w temat - karta będzie rozbudowana.
Johnny Depp.

Kluczem do szczęścia są marzenia, które można zrealizować.

DIANA VAUGHAN

dwadzieścia trzy lata
angielsko-szwajcarskie korzenie
średnie wykształcenie, skromne życie, praca florystki w Agencji Ślubnej
 z zamiłowania Pani Fotograf
mieszka na obrzeżach miasta w starej, czynszowej kamienicy
nie uznaje komunikacji publicznej, porusza się tylko rowerem
samotność, szczerość, koty, gorąca czekolada, złamane serce

BIOGRAFIA || POWIĄZANIA || JA

Dzień dobry <3
Zakładki zostaną uzupełnione na dniach. 

środa, 26 czerwca 2013

No matter how hurt she is, she'll keep smiling.

Emma Ruel
25 sierpnia 1989 rok 
Stylistyka i projektantka

Nie urodziła się w Szwajcarii. Urodziła się w Francji, ale tego akurat nie pamięta. Dla niej to od zawsze Genewa była domem. Całe dzieciństwo spędziło z dziadkami. Nigdy nie mówi o tym, co stało się z jej rodzicami. Szybko zaczęła dorastać, wpadała w coraz to większe kłopoty, aż w końcu jej przeszło. Kolejna wielka niewiadoma dlaczego. Zaczęło jej nagle strasznie zależeć na dobry ocenach, na tym, by coś jednak osiągnąć. Dostała stypendium w paryskiej szkole mody i skorzystała z niego. 
Po studiach jednak wróciła (dlaczego pewnie ci nie powie) i próbowała za wszelką cenę znaleźć gdzieś pracę. Udało jej się i od kilku miesięcy pracuje w Wedding Studio. 
Pozornie jest bardzo otwartym człowiekiem i duszą towarzystwa. Z nią chyba nie można czuć się źle, bo dziewczyna po prostu zaraża dobrym humorem. Zwykle uśmiechnięta, zwykle szczęśliwa i trochę beztroska. I oczywiście typowa romantyczka, która cicho zazdrości każdej pannie młodej, której projektuje suknie. Pomocna i skora do udzielania rad, gdy jest pewna tego, co jest dobre. W tej chwili to już młoda kobieta, która ma swoje zasady i których nie łamie od tak. Mimo całej jej otwartości skryta w sobie. Nie wiele o niej wiesz, gdy się zastanowisz. Nie mówi o tym, co istotne to zostawia dla siebie i kilku przyjaciół, których posiada. Chce być postrzegana jako silna i niezależna. Zbyt dumna, by prosić o pomoc, co nie znaczy, że jej nie potrzebuje,  mimo to stara się radzić sobie sama. Gdzieś w środku jest trochę zagubiona i nie do końca wie jak spełnić swoje marzenia, których ma naprawdę sporo.
Jest naprawdę ładna. Ma długie, gęste włosy, które lekko podkręca tak żeby podkreślały jej twarz. Do tego należy dodać spore oczy, które podkreśla też tak, żeby wydawały się naprawdę duże. Jest całkiem wysoka, bo ma 175 cm i do tego jest szczupła. Znakiem charakterystycznym są na pewno czerwone usta, bo bardzo uwielbia ten kolor szminki.
Ciekawostki:
- nie lubi kawy, pija za to dużo białej herbaty.
- uwielbia pinacoladę.
- tak samo mocno kocha ciasta, często odwiedza kuchnię żeby wypróbować co nieco.
- mieszka w centrum w małym mieszkaniu, które wynajmuje z przyjaciółmi.

"Jestem za młody by zajmować się czymś takim."

This is nice.
Diego Fernandes
Pierworodny
Jedynak
Prezes
lat 26

Przyszedł na świat drąc się w niebo głosy przy okazji dręcząc matkę jakieś trzy godziny, bo toż to mały dziad nie chciał wyjść. Odziedziczył imię po pra pra dziadku od strony matki - Diego Reto Fernandes. Wychowywany od najmłodszych lat na dżentelmena, który kiedyś odziedziczy firmę ojca. I odziedziczył za szybko. Nie był przygotowany na nagłą śmierć ojca, która zaskoczyła wszystkich. Przez to chłopak jest prezesem firmy i w tym samym czasie studiuje.  Co? Może się kiedyś dowiecie. Mimo wszystko zawsze ma matkę przy boku i synka, który go wspiera w każdej chwili. Ale jak to w życiu bywa trzeba się przygotować na wszystko, więc tak czy siak Diego musi być przykładnym prezesem firmy, który wie i umie wszystko. Tak naprawdę to matka mu pomaga, gdy on nie ma o czymś pojęcia.

Diego jest porządnym facetem, który dba o wszystkich wokół siebie. Pracowników firmy uważa za rodzinę a nie za obcych ludzi, dzięki którym zarabia krocie. Zawsze uśmiechnięty i pełen dobroci dla każdego. Sympatyczny z niego człowiek, który najpierw myśli a potem robi. Zawsze można na niego liczyć, czegoś nie wiesz, nie możesz zrobić przyjdź do niego on Ci pomoże. Chociaż zdarzają się dni kiedy lepiej nie podchodzić do niego, a jeśli już musisz to najlepiej w ochraniaczu i kijem bejsbolowym. Wtedy też ma zamknięte drzwi do gabinetu i każdy normalny pracownik wie, że nie należy przeszkadzać prezesowi. No w takich chwilach Diego woli siedzieć w samotności niż niepotrzebnie na kimś się wyżyć. Uroczy, słodki, mraśny... no nie przesadzajmy. Jest facetem i jak na faceta przystało potrafi być bardzo męski. Otworzy drzwi kobiecie, pomoże przenieść jej ciężkie rzeczy, a czasem zaprosi na lunch.
Nie wygląda na kogoś kto mógłby prowadzić firmę, a jednak. Gdy wdzieje na siebie garnitur i białą koszulę można go pomylić z kimś bardzo ważnym. Ale ludzie zazwyczaj go pytają o drogę jak trafić do kogoś ważnego, jakiegoś pracownika czy kogoś tam innego. Praktycznie nie istnieje, on tylko przelicza pieniądze w gabinecie w swoim wieżowcu, gdzie każde piętro należy do innej partii pracowników. No ale nic dziwnego skoro do tak poważnego stroju zakłada czarne trampki. Nikt go nie bierze na poważnie, nawet synek, który często się z niego nabija. Cóż... Ale nie ma takiej kobiety, która nie odwróciłaby za nim głowy. Przystojny, nawet bardzo. A jego uśmiech ukazujący rząd białych zębów... tylko pozazdrościć.  Ciemne włosy, które są wiecznie rozczochrane, ciemna karnacja, brązowe oczy. W ogóle nie przypomina Szwajcara... raczej Włocha.  Do pracy ubiera garnitur, a po domu rozciągnięte koszule i dresy, podobnie ubiera syna. Dlatego częściej babcia dobiera garderobę wnuczkowi i układa parami, by rano ojciec dobrze go ubrał. O, gotować potrafi.  
Czasami też zakłada okulary, gdy już mu się znudzą soczewki.


                                                                       

Inne:
-Studencik... ale co studiuje cicho sza!
- Zakochany w synku, mamusia wyjechała...
- Syneczek mamusi.
- Umie naprawdę dobrze gotować
-Świetny ojciec
-Zawsze pachnie Hugo Bossem.
-Nie ma dnia by nie pił kawy.
-Uwielbia słodycze.
-Ćwiczy na siłce. 
-Mieszka w apartamencie niedaleko firmy i przedszkola. 


_____________________________________________________
Witam, witam ;) Chętni na wątki i powiązania. Twarzy użyczył Dave Franco.

sobota, 1 czerwca 2013

powiązania


Kelia Fernandes - matka
Jedyna i wieczna miłość Diega. Gdyby nie ona nie byłoby go na świecie. Zawdzięcza jej nie tylko życie, ale także dom, wychowanie. Dosłownie wszystko ma dzięki jej ciężkiej pracy. Można spokojnie stwierdzić, że jest synkiem mamusi. Nawet teraz słucha się tylko i wyłącznie jej.  Zawsze znajdzie  dla niej czas.

FASHION on We Heart It - http://weheartit.com/entry/40471594/via/NiskaStyles


Carlos Fernandes - synek
Ma pięć latek, jest jego idealną kopią, zawsze i wszędzie babcia jest najważniejsza. Ojciec jest na drugim miejscu, ma przecież tyle pracy. Dogadują się świetnie i obydwaj mogą na siebie liczyć. Diego robi wszystko by jak najczęściej być z synem i spędzać z nim jak najwięcej czasu. Na szczęście synek jest wyrozumiały jak na swój wiek. 



Buddy
Ukochany pies, którego ma od małego. Dalej jako dwunastoletnie psisko mieszka ze swoim panem i nie odchodzi od niego na krok. Wiecznie zazdrosny o Carlosa. Cieszy się gdy tylko widzi pana a szaleje gdy dostrzeże smycz. Kocha pana nad swoje życie, a Diego zrobiłby wszystko, żeby jego pupil jak najdłużej mógł żyć. 





Susan Ceries 
Była dziewczyna, matka Carlosa. Jedyne co jej zawdzięcza to to, że urodziła jego syna. Wyjechała na studia do Francji zostawiając syna u ojca.





nic ciekawego















   



http://roaming-in-the-tardis.tumblr.com/
http://onlylolgifs.net/page/35

   











ironic appreciation



historia

  

"Historia jest nocną zmorą, z której staramy się przebudzić." James Joyce

Historia życia tego chłopaka do przyjemnych nie należała. Wystarczy powiedzieć, że urodził się w ubogiej rodzinie w mieście tuż pod Paryżem. Wystarczy stwierdzić, że jego matka była kurtyzaną, która mało zarabiała a ojcem był nadziany gość, który zapłodnił dziwkę i zostawił ją na pastwę losu. Wystarczy zauważyć jak inne dzieci traktowały go w szkole. Wyśmiewały, drwiły, żartowały, biły, rzucały przeróżnymi przedmiotami... Nie należał do ich społeczeństwa i dawały mu to do zrozumienia. Wystarczy spojrzeć na jego mizerny wizerunek, jego chudość, jego roztrzepane przerzedzone włosy, sińce i rany. Tak nie należy traktować dziecka. Wystarczyło też kilka miłych słów, trochę zrozumienia i przyjazny uśmiech, by chłopak zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Mając piętnaście lat chciał by ktokolwiek zwrócił na niego uwagę, no i zwrócił. Starszy mężczyzna dość bogaty, lecz samotny. Upodobał sobie chłopca, a chłopiec nie miał nic przeciwko. Dzięki starcowi nie zmarł z głodu, z choroby czy z zimna. Wykąpał go, odział i nakarmił. Ale co najważniejsze zrobił z niego swego kochanka. Chłopiec wdzięczny za życie pozwalał na wszystko. Na dotyk, całusy i seks. W końcu gdyby odmówił znów trafiłby na ulicę. Ale na tym jego życie się nie skończyło, starca zabito, oskarżono wówczas dziewiętnastoletniego chłopaka, kochanka, bo chciał więcej pieniędzy. Z tymi, które dostał od starca udał się na lotnisko, samolotem do Genewy. Tam go nie znali, tam był daleko od Paryża, tam dostał się na studia, tam też zdobył pracę. Tam ma swój dom! 
Dalej się boi. Boi się odrzucenia tego kim się stał. Boi się, że znajdą go prawnicy starca, że znajdzie go policja. Boi się, że trafi do więzienia. 
Czasami używa swojego ciała by zarobić na czynsz, mimo że płaca za bycie kelnerem nie jest niska. Przywykł jednak do życia w wielkim domu, do służby, do wykwintnego jedzenia. 



wygląd

   

"Zawsze miałem taki wygląd, wygląd, który nieco oddala od innych, separuje. Wyraz twarzy, który ludzie biorą za objaw znużenia lub ironii, a który nie jest ani jednym, ani drugim, sam nie potrafiłbym go określić, jest wyrazem mojej twarzy. Moje ciało zawsze cechowała jakby wątła nonszalancja, chudość nastolatka, coś chorowitego. Zawsze ludzie patrzyli na mnie z litością albo pogardą. A najczęściej w ogóle na mnie nie patrzyli. Byłem czymś nieistotnym.  


Od najmłodszych lat brali go za dziecię nie warte uwagi. Jak można zawracać sobie głowę chłopcem z takim pochodzeniem. Matka dziwka ojca nawet nie poznał. Wiecznie wychudzony, brudny, posiniaczony z ranami na ciele. Z potarganymi, brudnymi włosami. Bez najmniejszej woli życia. Odziany w łachmany. To dzięki starcowi zmienił się. Nabrał trochę masy, ale nie tyle by stwierdzić, że jest dobrze zbudowany, mięśni prawie żadnych nie ma. Skra dalej blada, praktycznie kości prześwitują przez nią. Ciemne włosy umyte, dość długie, ale rozczesane i jakoś ułożone. Ubrania o wiele lepszych marek, dobrze w nich wyglądał. Ciemne oczy, ni to siwe ni granatowe. Nie można sprecyzować jaki to kolor. Wiecznie smutne, nawet gdy się uśmiecha.


charakter


"Chciałbym mieć taki charakter, żeby jeśli ktoś mi przyśle kiedyś gówno końskie w paczce, nie krzyknąć z odrazy, tylko ucieszyć się, że konik tu był." Katarzyna Grochola


Nie miał jak wykreować swój charakter. Jest chłopakiem bojaźliwym, obawia się wszystkiego i wszystkich. Nie ufa nikomu, tylko sobie. Wie, że sam siebie nie umie zranić. Potrafi być sympatycznym rozmówcą, z którym idzie się dogadać. Miły i pomocny, ale wara, nie próbuj go dotknąć bo Cie odepchnie bez chwili wahania. Mądry z niego dzieciak, jaki głupi dostałby się na studia o profilu biologicznym. Kłamie, dużo... Nikt tak naprawdę nie wiem kim on jest. Nikt nie zna jego prawdziwej historii. Nauczył się na pamięć wszystkiego o swojej "historii" taka by nie była zbyt smutna ale i nie nazbyt szczęśliwa. Nikt też nie zadaje niewygodnych pytań, więc szatyn może spokojnie sobie żyć. Naprawdę trudno określić jaki jest. Trzeba czasu by się jako tako otworzył i cokolwiek powiedział o sobie. Nigdy nie miał przyjaciół więc nie wie jakby postąpił wobec nich. Kobiety też nigdy nie miał, ale facetów owszem.