środa, 26 czerwca 2013

No matter how hurt she is, she'll keep smiling.

Emma Ruel
25 sierpnia 1989 rok 
Stylistyka i projektantka

Nie urodziła się w Szwajcarii. Urodziła się w Francji, ale tego akurat nie pamięta. Dla niej to od zawsze Genewa była domem. Całe dzieciństwo spędziło z dziadkami. Nigdy nie mówi o tym, co stało się z jej rodzicami. Szybko zaczęła dorastać, wpadała w coraz to większe kłopoty, aż w końcu jej przeszło. Kolejna wielka niewiadoma dlaczego. Zaczęło jej nagle strasznie zależeć na dobry ocenach, na tym, by coś jednak osiągnąć. Dostała stypendium w paryskiej szkole mody i skorzystała z niego. 
Po studiach jednak wróciła (dlaczego pewnie ci nie powie) i próbowała za wszelką cenę znaleźć gdzieś pracę. Udało jej się i od kilku miesięcy pracuje w Wedding Studio. 
Pozornie jest bardzo otwartym człowiekiem i duszą towarzystwa. Z nią chyba nie można czuć się źle, bo dziewczyna po prostu zaraża dobrym humorem. Zwykle uśmiechnięta, zwykle szczęśliwa i trochę beztroska. I oczywiście typowa romantyczka, która cicho zazdrości każdej pannie młodej, której projektuje suknie. Pomocna i skora do udzielania rad, gdy jest pewna tego, co jest dobre. W tej chwili to już młoda kobieta, która ma swoje zasady i których nie łamie od tak. Mimo całej jej otwartości skryta w sobie. Nie wiele o niej wiesz, gdy się zastanowisz. Nie mówi o tym, co istotne to zostawia dla siebie i kilku przyjaciół, których posiada. Chce być postrzegana jako silna i niezależna. Zbyt dumna, by prosić o pomoc, co nie znaczy, że jej nie potrzebuje,  mimo to stara się radzić sobie sama. Gdzieś w środku jest trochę zagubiona i nie do końca wie jak spełnić swoje marzenia, których ma naprawdę sporo.
Jest naprawdę ładna. Ma długie, gęste włosy, które lekko podkręca tak żeby podkreślały jej twarz. Do tego należy dodać spore oczy, które podkreśla też tak, żeby wydawały się naprawdę duże. Jest całkiem wysoka, bo ma 175 cm i do tego jest szczupła. Znakiem charakterystycznym są na pewno czerwone usta, bo bardzo uwielbia ten kolor szminki.
Ciekawostki:
- nie lubi kawy, pija za to dużo białej herbaty.
- uwielbia pinacoladę.
- tak samo mocno kocha ciasta, często odwiedza kuchnię żeby wypróbować co nieco.
- mieszka w centrum w małym mieszkaniu, które wynajmuje z przyjaciółmi.

18 komentarzy:

  1. [Bry moja droga :D masz jeden błąd w zdaniu " i skora do udzielania rad" masz napisane i skora do udziela ;p a tak ogólnie chęć na wątek? :D ]

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  2. [Na początek mam nieco inny plan :D ]

    Pierwszy raz musiał przyjść do pracy w sobotę. Ten dzień miał spędzić z synem, więc odmówił spotkania z matką i siedzieli wraz z synem na kanapie w dużym pokoju. Zadzwonił jednak telefon jakiś problem w firmie. Tak więc ubrał siebie w garnitur syna w porządny strój i tak pobiegli do Wedding Studio. Tam Diego wziął chłopca na ręce i z nim biegał po kilku piętrach. Jednak w którymś momencie, Diego nie był pewien w którym syn po prostu zniknął z jego rąk. A sam znalazł się na chyba piątym piętrze.
    -Cholera!- jego wrzask było słychać chyba w całym budynku firmy. W panice zaczął szukać syna na każdym piętrze, na którym z nim był.
    Nie miał jednak pojęcia, że jego ukochany Theo był na piętrze projektantów sukni ślubnych i że z fascynacją oglądał jak pewna kobieta szyła koraliki.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  3. Chłopiec z fascynacją obserwował panią, która robiła coś przy sukni. Uśmiechnął się promiennie, gdy ta zwróciła na niego uwagę. Zaraz potem pokiwał przecząco główką. Zgubił tatę i nie wiedział gdzie szukać go. Z chęcią chwycił ciasteczko zajadając się nim.
    W tym czasie Diego był chyba na dziesiątym piętrze, zdyszany i spocony. Windy jeździły zbyt długo a to była niecierpiąca zwłoki sprawa. Tu chodziło o jego syna. Telefon zawibrował mu w kieszeni i odebrał go z niechęcią.
    -Panie prezesie Carlos został znaleziony. - powiedziała sekretarka. - Jest na piętrze z projektantami.
    Mężczyzna nawet nie podziękował od razu schował telefon i biegiem ruszył na trzy piętra poniżej. Wpadł jak burza do raju dla tych utalentowanych ludzi. Wszędzie było pełno materiałów i próbek a także sukni i garniturów. Rozglądał się za synkiem, którego dostrzegł obok niejakiej Emmy. Był prezesem, więc i pracowników musiał znać. Nie wiele myśląc ruszył pędem i chwycił syna w objęcia unosząc go do góry. Był najszczęśliwszym tatą na świecie. Znalazł swojego synka. Spojrzał na Emmę z wdzięcznością.
    -Bardzo pani dziękuje. - powiedział z ulgą.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  4. Diego był pewny, że Carlos sam z siebie nie uciekłby od niego. Nie bardzo orientował się co gdzie i jak jest w firmie ojca. Dlatego też mężczyzna cieszył się, że jego synek trafiła na kogoś tak sympatycznego.
    -jeszcze raz ci dziękuje. - powiedział z szerokim uśmiechem. Cmoknął synka w policzek, na co mały tylko się zaśmiał.
    -Emma jest bardzo miła. Lubię Emmę. - powiedział Carlos uśmiechając się do kobiety, zaczął się też wiercić w ramionach ojca. A gdy tylko jego drobne stópki dotknęły ziemi podbiegł do sukni, którą Emma robiła. - Widzisz... ślicna! - zawołał z zachwytem.
    Diego musiał przyznać, że suknia była piękna. A zapewne też będzie droga, jako że każdy element był przyszywany ręcznie.
    -Czy Ty właśnie wyrabiasz nadgodziny? - spytał ni z tego ni z owego. Po prostu. Praktycznie pamiętał kto i o której przychodzi do pracy jak i ją kończy.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  5. [A również ślicznie witam :) a co do wątku, to może strzelimy im na początek jakieś powiązanie?]
    Lilith

    OdpowiedzUsuń
  6. Carlos te cechę odziedziczył po matce, zawsze coś robił potem się zastanawiał dlaczego tak wyszło a nie inaczej. W każdej chwili mógł też zerwać jakąś nitkę z sukni a potem ze łzami w oczach przepraszać. Zawsze uchodzi mu wszystko płazem. A może to Diego traktował go zbyt delikatnie, a powinien być troszkę surowszy.
    Diego naprawdę podziwiał swoich pracowników. Był z nich dumny i często chwalił poszczególne osoby na ważnych spotkaniach (wiecie te organizowane przez ważną osobistość, która ma ponoć najlepszą firmę organizującą śluby i wesela... ). Ale on wiedział, że nikt nie potrafił się tak zabrać do pracy jak ludzie z jego firmy. Każdy miał niezwykłe zdolności i cieszył się, że zatrudniał takich ludzi. No weźmy taką Emmę. Zostaje nadgodziny, nie chce za to pieniędzy, a suknie szyje ręcznie choć inny z pewnością użyliby maszyn.
    -Tak! Tak! - zawołał i klasnął w dłonie. - Chce być batmanem! - dodał z uśmiechem. Gdy kobieta go skomplementowała na policzkach pojawiły mu się rumieńce i zaraz schował się za nogą taty.
    -Cieszę się, że pasuje Ci ta praca. - powiedział szczęśliwy. Pogłaskał synka po główce. -Ale może na dziś zrobisz sobie już wolne?

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oczywiście, wątek musi być, innej opcji nie przewiduje! :) Tylko czy Koleżanka posiada jakieś pomysły? Przyznaję, że kiepsko sobie radzę w tej sferze, jeszcze zepsuje koncepcje postaci i co wtedy?]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Monica z pewnością będzie chciala wyciągać ją na zakupy - bo co rada stylistki, to rada stylistki :) Ale oczywiście bez 'zawodowego wykorzystywania', więc dobra znajomość? :)]

    OdpowiedzUsuń
  9. Chłopiec po prostu był zbyt uroczy i zazwyczaj trafiał na ludzi z dobrym sercem. Przecież nie nakrzyczeliby na syna prezesa. Mógłby naskarżyć czy coś! Diego nie potrafił być ostrym czy oschlejszym. Synkowi brakowało matki, a on starał się ją zastąpić jak tylko mógł. Carlos chyba nigdy nie dostał od niego klapsa, jak już to babcia była tą złą, która potrafi nakrzyczeć i dać klapsa.
    -Jej! - krzyknął wyskakując zza nogi ojca. Był teraz pewniejszy siebie. - Emma zrobi strój batmana! - w jego głosie było słychać zadowolenie.
    Sam Diego nie wiedział jak długo był w firmie zmuszając syna do siedzenia w niej z nim. Uśmiechnął się lekko, gdy kobieta zaczęła panoszyć się po swoim małym kącie.
    - Czy gdzieś się śpieszysz? - spytał. - Może Cie podwieźć, my z Carlosem skończyliśmy pracę.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hm, spotkanie w cukierni jest okej, Diana to takie chucherko, więc Emma czułaby się zobowiązana za każdym razem pakować w nią ciastka, a że przy okazji byłaby to dobra okazja do napicia się kawy i porozmawiania o różnych drobnostkach typu: Czy Twój kot też nie może się załatwić po tej dziwnej karmie? Cóż, nie narzekałyby.]

    OdpowiedzUsuń
  11. [A, witam, hej :D A pomysł na ten wątek masz, czy ja wymyślę, a Ty zaczniesz? :D]

    Fabrizio Moretti

    OdpowiedzUsuń
  12. [Sąsiadki good :) a może zrobimy z nich koleżanki? Wiesz wpadnie czasem jedna do drugiej z butelką wina, coby poplotkować, ponarzekać i takie tam?:D]

    Lilith

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dzień dobry, dzień dobry ^^ Cieszy mnie, że karta jako tako mi wyszła. Em wydaje mi się uroczą osóbką, a z uroczymi osóbkami należy wątkować (a nawet mieć powiązania) ;) Jakieś pomysły może?]

    James

    OdpowiedzUsuń
  14. [O, mnie to jak najbardziej pasuje. Ale zacznę jutro - dzisiaj mam lenia i nie wychodzi mi nic dobrego, a zaczynanie chłamem to jednak nie w moim stylu ;)]

    James

    OdpowiedzUsuń
  15. Roy zdecydowanie nie powinien zostawać sam na sam z tym zwariowanym sąsiadem z mieszkania obok. Chłopak może i miał świetny kontakt z Młodym, ale podawanie dziecku cukierków i coli przed samym snem, nie było najlepszym pomysłem. Z drugiej strony, Thomas był jedynym człowiekiem w całej kamienicy, któremu nie bała się powierzyć Roy'a na dłużej niż pięć minut. Więc w ciszy cierpiała za swoją 'głupotę'.
    - Sińce? Proszę cię... Mój syn robił istny plac zabaw z mojego mieszkania przez pół nocy, tylko dlatego że jego ulubiony 'wujek' urządził sobie z nim wieczór słodyczy, przez co Roy był na cukrowym haju do czwartej nad ranem. Spałam dwie godziny, umieram... No i co ty chcesz od moich spodni? - jęknęła patrząc na siebie w szybie - Tylko mi nie mów, że znowu przytyłam bo będę rozpaczać - dodała. Monica nie żartowała w takich sprawach, gotowa była usiąść i zacząć wyć.

    OdpowiedzUsuń
  16. [W oczy rzuca mi się fragment "tak samo mocno kocha ciasta, często odwiedza kuchnię żeby wypróbować co nieco". Może to będzie punktem zaczepienia? :D]

    Fabrizio

    OdpowiedzUsuń
  17. [Tak się zastanawiam nad wątkiem i może zaczęło się od wizyty Em w celach cukierniczych, a potem przerodziło się w przesiadywanie jej w kuchni kiedy ma wolną chwilę i gadanie o różnościach, podczas gdy R. na przykład ugniata ciasto? :) ]

    Harveth

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie śmiałby dać klapsa swojemu synkowi. Nie podniósł na niego głosu, więc nie wyobrażał sobie, że mógłby uderzyć własne dziecko. Starał się nauczyć syna spokojnie i delikatnie jak postępować w życiu. Tylko dwie osoby wiedziały o tym, że Diego sam wychowuje Carlosa. Jedną z nich była jego matka, która potępiała związek jego z Susan od samego początku. Jednak gdyby ją posłuchał nie miałby tak cudownego dziecka.
    -Carlos lubi jeździć, a ja i tak nie mam co robić. A widać, że naprawdę się spieszysz. - powiedział uprzejmie. Był osobą upartą i lepiej było przyjąć jego pomoc. - Więc nie mów mi, że dotrzesz na czas.

    Diego

    OdpowiedzUsuń