środa, 26 czerwca 2013

"Jestem za młody by zajmować się czymś takim."

This is nice.
Diego Fernandes
Pierworodny
Jedynak
Prezes
lat 26

Przyszedł na świat drąc się w niebo głosy przy okazji dręcząc matkę jakieś trzy godziny, bo toż to mały dziad nie chciał wyjść. Odziedziczył imię po pra pra dziadku od strony matki - Diego Reto Fernandes. Wychowywany od najmłodszych lat na dżentelmena, który kiedyś odziedziczy firmę ojca. I odziedziczył za szybko. Nie był przygotowany na nagłą śmierć ojca, która zaskoczyła wszystkich. Przez to chłopak jest prezesem firmy i w tym samym czasie studiuje.  Co? Może się kiedyś dowiecie. Mimo wszystko zawsze ma matkę przy boku i synka, który go wspiera w każdej chwili. Ale jak to w życiu bywa trzeba się przygotować na wszystko, więc tak czy siak Diego musi być przykładnym prezesem firmy, który wie i umie wszystko. Tak naprawdę to matka mu pomaga, gdy on nie ma o czymś pojęcia.

Diego jest porządnym facetem, który dba o wszystkich wokół siebie. Pracowników firmy uważa za rodzinę a nie za obcych ludzi, dzięki którym zarabia krocie. Zawsze uśmiechnięty i pełen dobroci dla każdego. Sympatyczny z niego człowiek, który najpierw myśli a potem robi. Zawsze można na niego liczyć, czegoś nie wiesz, nie możesz zrobić przyjdź do niego on Ci pomoże. Chociaż zdarzają się dni kiedy lepiej nie podchodzić do niego, a jeśli już musisz to najlepiej w ochraniaczu i kijem bejsbolowym. Wtedy też ma zamknięte drzwi do gabinetu i każdy normalny pracownik wie, że nie należy przeszkadzać prezesowi. No w takich chwilach Diego woli siedzieć w samotności niż niepotrzebnie na kimś się wyżyć. Uroczy, słodki, mraśny... no nie przesadzajmy. Jest facetem i jak na faceta przystało potrafi być bardzo męski. Otworzy drzwi kobiecie, pomoże przenieść jej ciężkie rzeczy, a czasem zaprosi na lunch.
Nie wygląda na kogoś kto mógłby prowadzić firmę, a jednak. Gdy wdzieje na siebie garnitur i białą koszulę można go pomylić z kimś bardzo ważnym. Ale ludzie zazwyczaj go pytają o drogę jak trafić do kogoś ważnego, jakiegoś pracownika czy kogoś tam innego. Praktycznie nie istnieje, on tylko przelicza pieniądze w gabinecie w swoim wieżowcu, gdzie każde piętro należy do innej partii pracowników. No ale nic dziwnego skoro do tak poważnego stroju zakłada czarne trampki. Nikt go nie bierze na poważnie, nawet synek, który często się z niego nabija. Cóż... Ale nie ma takiej kobiety, która nie odwróciłaby za nim głowy. Przystojny, nawet bardzo. A jego uśmiech ukazujący rząd białych zębów... tylko pozazdrościć.  Ciemne włosy, które są wiecznie rozczochrane, ciemna karnacja, brązowe oczy. W ogóle nie przypomina Szwajcara... raczej Włocha.  Do pracy ubiera garnitur, a po domu rozciągnięte koszule i dresy, podobnie ubiera syna. Dlatego częściej babcia dobiera garderobę wnuczkowi i układa parami, by rano ojciec dobrze go ubrał. O, gotować potrafi.  
Czasami też zakłada okulary, gdy już mu się znudzą soczewki.


                                                                       

Inne:
-Studencik... ale co studiuje cicho sza!
- Zakochany w synku, mamusia wyjechała...
- Syneczek mamusi.
- Umie naprawdę dobrze gotować
-Świetny ojciec
-Zawsze pachnie Hugo Bossem.
-Nie ma dnia by nie pił kawy.
-Uwielbia słodycze.
-Ćwiczy na siłce. 
-Mieszka w apartamencie niedaleko firmy i przedszkola. 


_____________________________________________________
Witam, witam ;) Chętni na wątki i powiązania. Twarzy użyczył Dave Franco.

24 komentarze:

  1. Kochała swoją pracę. Po pierwsze dlatego, że mogła się rozwijać. Może nie była przekonana czy gałąź sukni ślubnych jest tym czego szukała w modzie, jednak musiała przyznać, że z tym wiązało się wiele miłych chwil. Zaczynając od tego całego widoku, gdy kobiety starały się być jak najbardziej idealne na ten dzień. Czasami trochę tego nie rozumiała, w końcu to jeden dzień, a z drugiej strony widziała jak bardzo są szczęśliwe.
    Teoretycznie jej dzień pracy kończył się za jakieś 15 minut, ale niestety ta suknia musiała być skończona w ekspresowym tempie, więc pracowała nad nią i po godzinach. Tu było więcej miejsca, więc nie zabierała tej pracy do domu. Zresztą dźwiganie sukni ślubnej nie było takie łatwe.
    Siedziała przy sukni i z precyzją chirurga przyszywała kolejne kamyczki i koraliki. Powoli zaczynało jej wirować to przed oczami, ale co można na to poradzić?
    Wtedy do jej pracowni szedł ten mały chłopczyk. Musiała przyznać, że był wyjątkowo uroczy z tymi ciemnymi włoskami. Domyśliła się, że to syn szefa, jakoś podobieństwo było uderzające.
    - Tata wie że tu jesteś? - rzuciła do chłopca z pogodnym uśmiechem. Podsunęła mu ciastka które sama zajadała.
    PO usłyszeniu negatywnej odpowiedzi zadzwoniła do sekretarki prezesa. W końcu ta powinna dać mu jakoś znać gdzie jest jego syn.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama jeszcze pamiętała jak to jest uciekać babci. Ona jednak jak była mała wybierała zdecydowanie bardziej niebezpieczne miejsca. Tutaj Theo chyba nic nie mogło się stać, wszyscy wiedzieli kim był i w końcu, prędzej czy później ktoś go by go znalazł. Nie było to obce miejsce jak wiele z takich, w których kiedyś znalazła się Emma.
    Była pewna, że szef zaraz się tu zjawi, więc gdy usłyszała najpierw kroki, a potem zobaczyła go wpadającego do środka nie zdziwiła się. Uśmiechnęła się lekko widząc jak przytula chłopca, ale trochę nie rozumiała dlaczego aż tak się denerwuje, chłopiec był tu na pewno bezpieczny. Może nie rozumiała, bo sama nie miała dzieci? Na razie miała kota i to wystarczało.
    - Nie ma za co. Zresztą nie pani, a Emma. Z Theo całkiem dobrze nam się odpoczywało i jadło ciastka. – puściła zabawne oczko do malucha.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziecku wystarczyła chwila, żeby zainteresować się czymś i puścić rękę opiekuna. Ona w wieku tego chłopca nie robiła tego jeszcze specjalnie. Później i owszem, gdy się buntowała. Ale to było dawno temu i okazuje się, że nawet w nieciekawej okolicy jeśli się chce można wyjść na dobrego człowieka. A przynajmniej takiego, który nie działa na szkodę innych.
    Uśmiechnęła się, gdy chłopiec dotknął sukni. Nie mogła się nie zgodzić, naprawdę powstawało tu coś pięknego i niezwykle drogiego. Takie zamówienia też mieli, a jej zadaniem było je wykonać. Czasami smutne było to, że robiła takie piękne rzeczy, a nigdy nie dostała jeszcze takiej tylko dla siebie. Ale ponoć na każdego przychodzi pora. Może na nią tez przyjdzie? W końcu zniżka pracownicza nie powinna się zmarnować prawda?
    - Dziękuje Carlos. Jeżeli chcesz mogę ci coś uszyć i obiecuję że będzie też śliczne. Chociaż… Ja widzę że ty już jesteś przystojniutki. - zaśmiała się do chłopca i lekko potargała jego urocze włoski.
    Spojrzała na szefa i pokiwała głową. Nie pierwszy raz zostawała po godzinach. Nie liczyła wcale na większą zapłatę, nie potrzebowała specjalnie więcej kasy, chodziło o pasję. Tu ją właśnie realizowała, a kot jakoś żył bez niej i miał się całkiem dobrze.
    - Po prostu lubię tą pracę. – rzuciła szczerze i wzruszyła ramionami, żeby wiedział że nie chodzi jej o nic więcej. Dla niej było to spełnienie marzeń, może nie wszystkich w tym zakresie, ale robiła coś co dla kogoś było elementem najważniejsze dnia w życiu. A to naprawdę dawało kopa i chęci do dalszej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Powiem szczerze urzekający jest pan szefunio, dlatego też ślicznie się witam, o chęci na wątek zapytam i może o jakieś powiązanie? Albo przynajmniej ustalenie panujących między nimi relacji. :)]
    Lilith

    OdpowiedzUsuń
  5. [A nie będzie miał szefunio za złe, jak zrobię z panny King oprócz pani menager, która w międzyczasie zajmuje się jego synem(którego wielbi z wzajemnością oczywiście :D) jeszcze asystentkę, która zajmuje się niemal wszystkim poprzez pilnowanie terminów, dobieranie krawatów na jakieś gale i różne charytatywne eventy(na których czasami mogłaby mu towarzyszyć :>) i opierdalanie od góry do dołu większości pracowników? :D]

    OdpowiedzUsuń
  6. [dzień dobry Panie Prezes, wątek jakiś z panią Manager? :)]

    OdpowiedzUsuń
  7. [jak najbardzieej pasuje xd a poza tym, no nie ukrywajmy muszą się często widywać skoro ona jest managerem a on prezesem xD btw, czy my się nie znamy? XD]

    OdpowiedzUsuń
  8. [proponuje więc jakąś szybką kawę 'w przerwie', która będzie połączona z z rozmową na temat jakiejś wycieczki klasowe w szkole dzieciaków? ;>
    byłas może w choisir-paris? ;>]

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miała zamiaru gniewać się na dziecko nawet jeżeli dołożyłby jej dodatkowej pracy. Tak czy siak był tylko dzieckiem i na pewno nie zrobiłby tego specjalnie. Na to akurat maluch był zdecydowanie za słodki.
    Ona miała szczęście, że babcia nie szczędziła jej nigdy surowości i miłości. Wymagała od niej, dlatego Emma się buntowała, ale ostatecznie przecież wyszło jej to na dobre. Nigdy jednak nie oberwała dlatego, że babcia miała zły humor. Zawsze ze swojej winy. To była sprawiedliwość.
    - No to uszyję ci pelerynę batmana. - dodała z pewnością. To nie mogło być specjalnie trudne.
    Zaśmiała się cicho, gdy chłopiec schował się za nogą taty.
    Na jego uwagę spojrzała na zegarek. I nagle jej oczy zrobiły się bardzo duże. Nie miała pojęcia, że jest aż tak późno. A miała odebrać jeszcze tort z ulubionej cukierni babci!
    - Chyba masz rację. - powiedziała z lekką obawą w głosie. Dostać się na drugi koniec miasta o tej porze, przed zamknięciem cukierni nie będzie łatwo. Szybko zaczęła sprzątać swoje miejsce pracy, nie lubiła zostawiać po sobie bałaganu.

    OdpowiedzUsuń
  10. [to mów mi 'wujku', jeśli jeszcze kogokolwiek pamiętasz stamtąd xD]

    Kawa była tym, co było jej wręcz niezbędne do życia. Pewnie dlatego, że zazwyczaj szła spać dość późno, a później była budzona przez swoje ukochane dziecko, które wstawało zawsze sporo przed budzikiem. Dzięki kawie, mogła więc zrobić mu śniadanie, ogarnąć mieszkanie i odwieźć go do domu (bez trwałych uszczerbków na niczyim zdrowiu). Kawa w pracy była czymś jeszcze lepszym, zwłaszcza z Diego, który po pierwsze był Prezesem firmy, w której pracowała (więc część rzeczy mogli załatwić poza gabinetowymi, zimnymi ścianami), a po drugie jego syn był w jednej klasie z jej synem, co ułatwiało niektóre rzeczy.
    - Cześć - uśmiechnęła się lekko siadając przy stoliku, przy którym siedział już Diego - Royale mi wspominał, że organizują im wycieczkę w szkole... Mówił coś twój Młody?

    OdpowiedzUsuń
  11. - Tak, tak.. Trzydniowa - przytaknęła szybko wbijając w niego uważne spojrzenie. Przy okazji zamieszała kilka razy w kubku, bo dla niej kawa musiała być czarna i maksymalnie słodka. Niektórzy jej grozili, że zapewne dostanie cukrzycy przed czterdziestką, ale Monica nie wyobrażała sobie życia bez cudownej, ciepłej kawy.
    - Nie wydaje ci się, że są trochę za mali na trzydniową wycieczkę? - zapytała, choć nie chciała brzmieć jak nadopiekuńcza mamuśka, która nie pozwala nikomu zbliżyć się do jej dziecka. Nie, Monica miała zdrowe podejście do wychowywania Roy'a, ale wydawało jej się, że trzy dni bez rodziców dla sześcio czy siedmiolatków, to lekka przesada.

    [tak tak, to ja <3]

    OdpowiedzUsuń
  12. [To w takim razie po akcji Sprzątanie Domu Po Sesji zacznę jakąś prezentację nowego menu!]

    Jakub

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie chodziło wcale o klapsy. Nie była specjalnie zwolenniczką bicia kogokolwiek. Ona sama dopiero w ostateczności dostawała takie kary. Ale czasami był potrzebny ostrzejszy ton by nauczyć się co jest dobre a co złe. Chociaż nie miała pojęcia oczywiście, że chłopiec nie ma mamy. A raczej ma taką, która się nim nie przejmuje.
    Ją też ucieszyła myśl o uszyciu tego dla słodziaka jakim niewątpliwie był chłopiec. A dla niej to naprawdę nie był wielki problem. Trochę materiału, kilka godzin przed maszyną, a chłopiec będzie chociaż trochę szczęśliwszy.
    - Wątpię, żeby było to wam po drodze, a nie chce was wykorzystywać. - powiedziała od razu. - To dosyć daleko i spokojnie jakoś tam dotrę na czas.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Wątek z panem Prezesem być musi i nie ma że boli!
    Do spotkania doszłoby w sklepie, Diana z delikatnością słonia w fabryce porcelany o mało nie stratowałaby pałętającego się pod nogami Juniora, a że od razu rozpoznałaby w nim dziecię Fernandesa, wykalkulowałaby, iż szef musi się kręcić gdzieś w pobliżu. Niewiele myśląc chwyciła więc chłopca za rączkę, coby już nie ryzykował swojego cennego życia i oboje ruszyli na poszukiwania jego ojca między kolejnymi regałami. Nie wiem czy moja propozycja przypadła Ci do gustu, jeśli nie, po prostu napisz, a spróbuję wykombinować coś innego :3]

    OdpowiedzUsuń
  15. [No to jazda.:D ]
    Lilith King z natury nie lubiła dzieci. Właściwie można by posunąć się do stwierdzenia, że wręcz nienawidziła tych wiecznie plątających się pod nogami, małych bestii, na których widok miała ochotę uciekać z krzykiem gdzie pieprz rośnie, albo i jeszcze dalej. Nie lubiła, nienawidziła i nie tolerowała w swoim otoczeniu, a jednak! Pewien pięciolatek bez trudu podbił jej serce już przy pierwszym spotkaniu. Młody Fernandes kupił ją całkowicie, owinął sobie wokół palca i skrzętnie to wykorzystywał, na co Lilith jedynie przytakiwała pozwalając mu robić ze sobą co tylko chciał, począwszy od wycieczek do zoo, poprzez bieganie po korytarzach budynku, po budowanie 'bazy' w jej prywatnym gabinecie i chociaż mogłaby zajmować się nim całymi dniami, miała na karku jeszcze kilka obowiązków związanych z pracą, zostawiła więc chłopca pod opieką cukiernika, doskonale zdając sobie sprawę, że przez co najmniej półgodziny będzie on na tyle zaaferowany tymi wszystkimi pysznościami, że nie odważy się nawet ruszyć z miejsca. Na niebotycznie wysokich szpilkach przemknęła przez korytarz ostatniego piętra budynku, by po chwili nacisnąć klamkę u drzwi prowadzących do gabinetu starszego z szanownych panów Fernandes.
    -Nie myślałeś ostatnio, żeby wybrać się do fryzjera?-przywitała go jak zwykle z teatralną krytyką w głosie, zupełnie niewinnym uśmieszkiem wymalowanym na kształtnych wargach i radosnym błyskiem w oku.
    -Pamiętasz o dzisiejszej gali?-spytała już nieco bardzie poważnym tonem, jednak ciągle nie przestając się uśmiechać lustrowała go dość zaczepnym spojrzeniem spod kurtyny ciemnych, gęstych rzęs i kilku ciemnych kosmyków włosów, które opadły jej na czoło, kiedy nachyliła się, by położyć na jego biurku swój tablet, a zaraz po tym sięgnąć po leżący przed nim, oczywiście zamknięty, kalendarz, który otworzyła na stronie z dzisiejszą datą wskazując palcem krótką notatkę nakreśloną jej ręką, głoszącą wszem i wobec, że szanowny pan Fernandes winien zjawić się dziś na dobroczynnej gali.

    Lilith

    OdpowiedzUsuń
  16. [O, no wątek obowiązkowo! Tylko z pomysłami, jak zwykle gorzej mi idzie. Można zacząć od jakiejś awantury, bo komuś się cośtam z wystroju nie spodobało na pewnej imprezie, więc Diego postanowił porozmawiać z Mathiasem. :3 A jeśli masz coś lepszego, to błagam cię, powiedz, zacznę najlepiej jak potrafię!]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  17. - Nie wiem właśnie, zastanawiam się nad tym dość poważnie. Bo wiesz, nie chcę żeby jego znajomi w klasie pomyśleli, że jest jakimś maminsynkiem, któremu głupia matka ogranicza kontakty z rówieśnikami. Albo, jeszcze gorzej, nie chcę żeby pomyśleli, że nie ma pieniędzy na wycieczkę, albo coś w tym stylu. Wiesz jak to jest w tym wieku... Dzieciaki opacznie rozumieją niektóre sprawy, a potem ciężko im wytłumaczyć jak jest naprawdę. Ale z drugiej strony... No kurcze, trzy dni? Trochę dużo... - mruknęła pod nosem mieszkając łyżeczką w idealnie już pomieszanej kawie. Spojrzała na Diego jakby szukała w jego twarzy idealnego rozwiązania sytuacji, niestety oboje jechali na tym samym wózku.

    [od razu wiedziałam, że ty to ty więc wujek musiał powrócić! :)]

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakub był człowiekiem wychowanym w domu z wojskowymi tradycjami, więc kilka rzeczy wyglądało w jego sposobie myślenia i funkcjonowania w społeczeństwie bardzo prosto i klarownie. Po pierwsze - wyżsi rangą kierują niższymi rangą. Po drugie - wiek gra rolę, a więc dwudziestokilkuletnich generałów i zarządców można włożyć między bajki. Po trzecie - swoje miejsce w szeregu należy znać i trzymać się go do momentu, kiedy ktoś decyzyjny nie wskaże inaczej. W odniesieniu do jego aktualnej posady jedna sprawa wyjątkowo zgrzytała w zębach, a mianowicie - dwudziestokilkuletni prezes wywoływał u Jakuba wewnętrzny chichot. Wyjątkowo podły chichot, ale z drugiej strony - należał do ludzi całkiem przyzwoicie wychowanych, więc ów podły chichot pozostawał wewnątrz i nie odbijał się złowieszczym echem po wykafelkowanych ścianach kuchni, kiedy przyszło do spotkania na szczycie. Dziś nadszedł bowiem dzień prezentacji menu, które zmieniało się regularnie co kwartał, a kolejni klienci wprowadzać mogli w aktualnie panującym modyfikacje wedle własnych preferencji. Na letnie miesiące również przyszło zespołowi przygotować coś nowego, a efekty działań czekały wraz z ich głównym podmiotem na wizytę głównego zwierzchnika. Sam podmiot siedział na metalowym blacie, a kilkanaście centymetrów od jego prawego uda rozpoczynał się dwuszereg talerzy, na których dumnie prezentowały się pozycje z letniego menu.

    Jakub

    OdpowiedzUsuń
  19. [Witam Pana Prezesa i grzecznie pytam czy Pan Prezes ma chęć/pomysł na wątek :)]
    /Cami

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Okey, dla mnie bomba :3]

    Jak to jest mieć za szefa przyjaciela z dzieciństwa? Dosyć dziwnie. Nie dość, że taki sie rządził już w piaskownicy to jeszcze przez następne 67 lat tak będzie. Świat jest niesprawiedliwy. Wracając z próby miałam tylko jeden cel. Wypić wielką kawę i zjeść ciastko. Weszłam do kuchni i przywitałam się grzecznie. Wzięłam ciastko i kawę i już miałam wychodzić kiedy usłyszałam za sobą bardzo dobrze mi znany głos.
    /Cami

    OdpowiedzUsuń
  21. [Rose grzecznie przychodzi się przywitać i patrzy z nadzieją na pana prezesa, bo jej autorka nie ma żadnego sensownego pomysłu na wątek. Poratujesz? :)]

    R. Harveth

    OdpowiedzUsuń
  22. Rose należała do tych istot, które z natury są dość pamiętliwe, jednak starała się to w sobie zwalczać i nie chować zbyt długo urazy. W końcu rozpamiętywanie i ciągłe rozdrapywanie pewnych spraw nie przynosi zbyt wiele pozytywnych efektów. Dlatego wybaczyła sąsiadowi, że przejechał jej kotka, kiedy miała dziewięć lat. Wybaczyła również nauczycielce z liceum, że trzy razy kazała jej poprawiać jedną pracę pisemną. Wybaczała dużo rzeczy wielu ludziom. Były jednak przypadki, że jej wściekłość blokowała proces zapominania o pewnych sprawach.
    Tak właśnie było, jeśli chodziło o mężczyznę imieniem Diego, który niestety był prezesem firmy, w której pracowała. Wciąż nie mogła się pogodzić z tym, że pozwolił odejść jej przyjaciółce, Susan. Uważała, że mógł ją jakoś zatrzymać, nie pozwolić jej wyjechać na te cholerne studia. W sumie to do nich obojga miała żal, ze względu na Carlosa.
    Rose starała się jak mogła nie emanować wrogością do niego, starała się również i jemu wybaczyć. Jednak chwilowo niekoniecznie jej to wychodziło.
    W końcu czasami spotykali się w pracy.
    - Dzień dobry, panie prezesie - subtelny akcent na dwa ostatnie słowa był czymś, do czego mężczyzna prawdopodobnie już przywykł.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Ni ty będziesz ojcem siódemki moich dzieci, więc nie powinno ci to przeszkadzać. - zaśmiałam się. - Zresztą nawpychałeś we mnie tyle śliwek w dzieciństwie, że chyba trudno o tak dobrą przemianę materii co moja. - uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam na stołku. Na widelec nabiłam spory kawałek ciasta i włożyłam go do ust patrząc na Diego. - Ale pyszne, mniam!

    OdpowiedzUsuń