Fabian Agnareård
23.02.1986 || Lund, Szwecja || Dwadzieścia pięć lat || muzyk w Wedding Studio
Muzyka towarzyszy mi zawsze i wszędzie, nieważne czy jestem na zakupach, randce czy w pracy. Od dziecka jestem z nią związany, a zamiłowanie do niej przejawiło się, gdy byłem niemowlakiem. Rodzina zawsze, kiedy byłem nieznośny, włączała mi obojętnie jaki utwór, a ja stawałem się potulny i grzeczny jak aniołek. Rodzice odkąd pamiętam pokładali we mnie duże nadzieje muzyczne, dlatego też w wieku pięciu lat zacząłem uczyć się gry na gitarze oraz fortepianie. Nauka sprawiała mi dużą przyjemność, lecz w wieku piętnastu lat zrezygnowałem z lekcji, ponieważ uważałem, iż nie wnoszą nic nowego. Zacząłem komponować własne utwory, a następnie przedstawiałem je w szkolnych przedstawieniach czy musicalach. Uważam, że moje dzieciństwo było idealne. Zawsze dostawałem to, co chciałem, taki urok bycia jedynakiem. Matka, gdyby mogła nadal ubierałaby mnie w śpioszki, karmiła i śpiewała kołysanki. Jednak w dniu osiemnastych urodzin zapragnąłem wyfrunąć z rodzinnego gniazdka. Spakowałem walizki, zabrałem gitarę i ruszyłem w świat, koncertując trochę przy okazji. Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Dania, Polska to miejsca, w których pomieszkiwałem, lecz to tutaj, w Szwajcarii, poczułem się jak w domu. Tutaj mieszkam od dwóch lat. To tu znalazłem pracę, w której czuję się spełniony, ponieważ mogę robić to co kocham. Praca w Wedding Studio jest niesamowita. Grasz i Ci jeszcze za to płacą. Żyć nie umierać. Jednak jest jeszcze coś, a raczej ktoś. W Genewie urodził się mój syn, Måns. Teraz ma dziesięć miesięcy i jest najcudowniejszym dzieckiem na świecie. Uwielbiam z nim spędzać czas. Uwielbiam się nim opiekować i przy nim być. Chociaż, szczerze mówiąc, po tym jak jego matka odeszła chciałem go oddać do adopcji. Uważałem, że sobie z tym wszystkim nie poradzę, będę nawalał i zrobię mu kiedyś krzywdę, niechcący. W tych trudnych chwilach zawsze pomagali mi przyjaciele, którzy są dla mnie jak rodzina. Wspieramy siebie nawzajem, choć kłótnie zdarzają się dość często. A wracając, na chwilę, do pracy to mam tendencję do spóźniania się na próby czy czasami wesela, ale mój szef jest chyba najbardziej wyrozumiałym człowiekiem. Z resztą on sam wie jak trudno jest być samotnym ojcem.

Od dziecka wychowywano mnie na porządnego faceta. Matka uczyła mnie podstaw savoir-vivre oraz tańca, żebym mógł imponować kobietą. Natomiast ojciec dbał o to, abym szanował innych ludzi. Uczył mnie tego, iż nie podnosi się reki na kobietę, dziecko, starszą osobę lub kogoś słabszego do samego siebie. Siły używaj tylko w ostateczności. Większość problemów da się rozwiązać zwykłą rozmową - te słowa wbijał mi do głowy przez długi okres czasu. Ale wiadomym jest, że nikt nie jest idealny i ja też mam wady. Potrafię być arogancki, egoistyczny i nadgorliwy. Czasami, przez te złe cechy, podwija mi się noga i nic mi nie wychodzi. Nie przejmuję się tzw. przegranymi, otrząsam się i próbuję dalej. O, jestem też w połowie narcyzem. Dlaczego w połowie? Dlatego, iż nie mówię, że jestem we wszystkim najlepszy i że wszystko robię idealnie. Napisałem tak, ponieważ twierdzę, iż mężczyzna mający metr osiemdziesiąt siedem, czekoladowe oczy, gęste włosy i który dba o swoich bliskich jest obiektem pożądania. W rzeczywistości tak nie jest, gdyż mój plan dnia jest rozplanowany tak, abym pogodził pracę z rodziną, dlatego mam mało czasu na randkowanie. Pomimo to, nie jestem samotny. Mam w okół siebie ludzi, którzy zawsze przy mnie będą.
Na co dzień chodzę w wygodnych ubraniach, które nie przeszkadzają mi w codziennym funkcjonowaniu. Dżinsy, t-shirt, bluza, najczęściej sportowe buty - to rzeczy, w których czuję się dobrze, nawet bardzo. W garniturze zobaczycie mnie na weselu, ważnym spotkaniu czy uroczystości oraz na pogrzebie. Jednak na to ostatnie to mi się nie śpieszy. Ludzie, a dokładniej nowo poznane dziewczyny, które czasami goszczą w moim życiu, powtarzają mi, iż nie jestem typowym facetem. Jestem jak jeden z tych co grają w komediach romantycznych. W sumie to mają one rację i to dużą, ponieważ lubię rozmawiać z dziewczynami, czasami do później nocy, wstawać rano, aby przygotować dla nich śniadanie, a co najważniejsze cenią to, iż syna jest dla mnie najważniejszy. Teraz, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jest dla mnie wszystkim i kocham go ponad życie, dlatego obiecałem sobie, że znajdę kobietę, która pokocha go tak bardzo jak ja i będzie chciała go ze mną wychować. Widzicie? Nie jestem taki jak wszyscy. Może i mam wady, ale sami powiedzcie, ilu jest jeszcze facetów, którzy nie oglądają się tylko za piersiami czy tyłkiem? Chyba mogę powiedzieć, wręcz uznać, że jesteśmy na wymarciu.
Nie mam problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Jestem otwarty i chętnie poznaję nowych ludzi i nie obchodzi mnie Twoja orientacja, płeć, kolor skóry, wiara, wiek czy inne bzdety. Bądź sobą, a na pewno się dogadamy, lecz musisz wiedzieć, że mogę być trudny, więc musisz być cierpliwy.

Od dziecka wychowywano mnie na porządnego faceta. Matka uczyła mnie podstaw savoir-vivre oraz tańca, żebym mógł imponować kobietą. Natomiast ojciec dbał o to, abym szanował innych ludzi. Uczył mnie tego, iż nie podnosi się reki na kobietę, dziecko, starszą osobę lub kogoś słabszego do samego siebie. Siły używaj tylko w ostateczności. Większość problemów da się rozwiązać zwykłą rozmową - te słowa wbijał mi do głowy przez długi okres czasu. Ale wiadomym jest, że nikt nie jest idealny i ja też mam wady. Potrafię być arogancki, egoistyczny i nadgorliwy. Czasami, przez te złe cechy, podwija mi się noga i nic mi nie wychodzi. Nie przejmuję się tzw. przegranymi, otrząsam się i próbuję dalej. O, jestem też w połowie narcyzem. Dlaczego w połowie? Dlatego, iż nie mówię, że jestem we wszystkim najlepszy i że wszystko robię idealnie. Napisałem tak, ponieważ twierdzę, iż mężczyzna mający metr osiemdziesiąt siedem, czekoladowe oczy, gęste włosy i który dba o swoich bliskich jest obiektem pożądania. W rzeczywistości tak nie jest, gdyż mój plan dnia jest rozplanowany tak, abym pogodził pracę z rodziną, dlatego mam mało czasu na randkowanie. Pomimo to, nie jestem samotny. Mam w okół siebie ludzi, którzy zawsze przy mnie będą.
Na co dzień chodzę w wygodnych ubraniach, które nie przeszkadzają mi w codziennym funkcjonowaniu. Dżinsy, t-shirt, bluza, najczęściej sportowe buty - to rzeczy, w których czuję się dobrze, nawet bardzo. W garniturze zobaczycie mnie na weselu, ważnym spotkaniu czy uroczystości oraz na pogrzebie. Jednak na to ostatnie to mi się nie śpieszy. Ludzie, a dokładniej nowo poznane dziewczyny, które czasami goszczą w moim życiu, powtarzają mi, iż nie jestem typowym facetem. Jestem jak jeden z tych co grają w komediach romantycznych. W sumie to mają one rację i to dużą, ponieważ lubię rozmawiać z dziewczynami, czasami do później nocy, wstawać rano, aby przygotować dla nich śniadanie, a co najważniejsze cenią to, iż syna jest dla mnie najważniejszy. Teraz, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jest dla mnie wszystkim i kocham go ponad życie, dlatego obiecałem sobie, że znajdę kobietę, która pokocha go tak bardzo jak ja i będzie chciała go ze mną wychować. Widzicie? Nie jestem taki jak wszyscy. Może i mam wady, ale sami powiedzcie, ilu jest jeszcze facetów, którzy nie oglądają się tylko za piersiami czy tyłkiem? Chyba mogę powiedzieć, wręcz uznać, że jesteśmy na wymarciu.
Nie mam problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Jestem otwarty i chętnie poznaję nowych ludzi i nie obchodzi mnie Twoja orientacja, płeć, kolor skóry, wiara, wiek czy inne bzdety. Bądź sobą, a na pewno się dogadamy, lecz musisz wiedzieć, że mogę być trudny, więc musisz być cierpliwy.


[ Skoro muzyk to musi być wątek a skoro ma synka to Cami może mu pomagać czasami ^^ ]
OdpowiedzUsuń/Camillia
[Witam na blogu ;) ]
OdpowiedzUsuń[Dzień dobry! Rose się bardzo ładnie uśmiecha i ma nadzieję, że jakiś wątek się uda stworzyć. ;)]
OdpowiedzUsuń[ To był twój pierwszy raz? Naprawdę? xD Dobra, tego nie było. :P Mam jakieś dziwne skojarzenia xD]
OdpowiedzUsuńFaktycznie często zajmowałam się synem Fabiana, ale dla mnie to była czysta przyjemność. Kochałam tego dzieciaka. Zresztą jakiego ja dzieciaka nie kochałam. W końcu miałam ambitny plan posiadania siódemki dzieci, więc wiadome było, że kocham dzieci! Zdziwiłam się kiedy po otwarciu drzwi zobaczyłam Fabiana z synkiem, ale zaraz na mojej twarzy zagościł uśmiech. - Co kolejna randka?- zażartowałam. - Pewnie, że się nim zaopiekuję. - wpuściłam ich do domu.
/Cami
- Nie no jasne, że możesz mnie odwiedzić ot tak, ale no wiesz. Masz kwiaty, ciastka i wyglądasz jakbyś urwał się z wybiegu. - zaśmiałam się. - Kawę czy herbatę? Tak w ogóle to cześć młody. - przywitałam się z Mansem. Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę a z lodówki wyciągnęłam sok. Nalałam do szklanki i zaniosłam Mansowi.
OdpowiedzUsuń/Cami
zapraszam serdecznie na nowo założony blog, na którym jest już pierwszy rodział! -> http://event-in-paris.blogspot.com
OdpowiedzUsuńhttp://onedirectionmojcalyswiat.blogspot.com/2014/06/rozdzia-12.html zapraszam na 12 rozdział. mam nadzieję, że zajrzysz i skomentujesz
OdpowiedzUsuń