Alessia Lucchese
Mając dwadzieścia osiem lat, można mieć wiele myśli. Pamiętam, że przekraczając dwudziestkę byłam wręcz załamana, skończyło się bycie nastolatką. Przyszedł czas na studia i obranie kierunku na przyszłość. Teraz już jestem o krok od trzydziestki i mogę z dumą stwierdzić, że nie muszę żałować, że te młodzieńcze lata są już za mną. Wszystko jeszcze przede mną. Nie jestem sama, mam pracę, a dodatkowo niedługo pojawić się jeszcze jedna osoba. Malutkie dziecko, które urodzę.
Zacznijmy jednak od początku. Mój ojciec jest rodowitym Włochem. Swoją żonę poznał jednak tutaj, w Genewie. I właśnie dlatego również ja narodziłam się tutaj. Jestem jedynaczką, ale nigdy nie był to dla mnie problem. Zostałam wychowana dobrze, naprawdę mogę tak powiedzieć. Wiem, że rodzice wiele poświęcili abym była tą osobą, którą jestem. Nic mi nie narzucili, ale pokazali co jest dobre, a co złe. Zabawne, że zawsze widziałam w moim ojcu ideał mężczyzny. Kochający Włoch z niesamowitym temperamentem. Kto by się spodziewał, że taki stanie również na mojej drodze.
Studiować chciałam we Włoszech. Musiałam poznać to miejsce, a okazja była idealna. Wybrałam dziennikarstwo, bo nic innego nie przychodziło mi w tamtym okresie do głowy. Można uznać ten okres za mało owocny w moim życiu, bo chociaż nie szło mi najgorzej, to jednak nie potrafiłam odnaleźć się w tej dziedzinie zbytnio. I tak wróciłam do Szwajcarii. Z niepotrzebnym wykształceniem, bez mojego wymarzonego Włocha u boku. Rodzice nie mieli mi za złe, że wyjechałam. Układało nam się na tyle dobrze, że mogłam sobie na to pozwolić. I nareszcie poczułam się jak Włoszka, którą jednak po części zawsze będę.
Mając dwadzieścia sześć lat wypadało znaleźć sobie pracę. Próbowałam nawet jako dziennikarka. Skończyło się jednak na tym, że uganianie się za sensacjami zaczęło niszczyć moje dość marne nerwy. Zawsze ceniłam sobie sport, ale w tamtym okresie bieganie było już koniecznością. Codziennie rano, aby oderwać się od wszelkich stresów. Ach, pamiętam ten jeden dzień tak dokładnie. Pamiętam tego owczarka niemieckiego, którego teraz kocham całym swoim sercem i traktuję go niczym dar z niebios. W końcu dzięki niemu poznałam swoją miłość życia. Zabawne, że początkowo nie darzyliśmy się nawet gramem sympatii. Wszystko stopniowo się zmieniało i pędziło niczym huragan. Całkiem przypadkowo zdobyłam zatrudnienie w tej samej firmie co on. Jako konsultantka czułam się zdecydowanie lepiej. Ciężko to wszystko opisać słowami, ale jedno mogę powiedzieć. Kiedy na moim palcu zalśnił pierścionek zaręczynowy, stałam się najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Tak jak wspomniałam, przytrafiła nam się spora niespodzianka. Oboje nie byliśmy na to gotowi, ale mam wrażenie, że na ciążę nikt nie może przygotować się. Trzeci miesiąc to dopiero początek, a wszystko jeszcze przed nami. Czy sobie poradzimy? Nie mamy innego wyjścia.
Mając dwadzieścia sześć lat wypadało znaleźć sobie pracę. Próbowałam nawet jako dziennikarka. Skończyło się jednak na tym, że uganianie się za sensacjami zaczęło niszczyć moje dość marne nerwy. Zawsze ceniłam sobie sport, ale w tamtym okresie bieganie było już koniecznością. Codziennie rano, aby oderwać się od wszelkich stresów. Ach, pamiętam ten jeden dzień tak dokładnie. Pamiętam tego owczarka niemieckiego, którego teraz kocham całym swoim sercem i traktuję go niczym dar z niebios. W końcu dzięki niemu poznałam swoją miłość życia. Zabawne, że początkowo nie darzyliśmy się nawet gramem sympatii. Wszystko stopniowo się zmieniało i pędziło niczym huragan. Całkiem przypadkowo zdobyłam zatrudnienie w tej samej firmie co on. Jako konsultantka czułam się zdecydowanie lepiej. Ciężko to wszystko opisać słowami, ale jedno mogę powiedzieć. Kiedy na moim palcu zalśnił pierścionek zaręczynowy, stałam się najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Tak jak wspomniałam, przytrafiła nam się spora niespodzianka. Oboje nie byliśmy na to gotowi, ale mam wrażenie, że na ciążę nikt nie może przygotować się. Trzeci miesiąc to dopiero początek, a wszystko jeszcze przed nami. Czy sobie poradzimy? Nie mamy innego wyjścia.
Witam!
Karta będzie jeszcze poprawiania i udoskonalana.
Musze tylko wczuć się w klimat i zobaczyć czy blog będzie się rozwijał.
Wątkom i powiązaniom mówię głośne TAK.


[Witam!
OdpowiedzUsuńCzy masz może jakiś pomysł na jakiś wątek/powiązanie między naszymi postaciami?]
R. Harveth
[To co, spotykają się w kuchni? :)]
OdpowiedzUsuńR. Harveth
[Aaaaa, jesteś już <3 Wątek być musi, to obowiązek ^^ Więc, ja zaczynam, czy Ty? :D]
OdpowiedzUsuńFabrizio
Największą zmorą pracy jako cukiernik jest niewątpliwie niezliczona ilość osób, która przewija się przez kuchnię. Wszystko byłoby dobrze, gdyby przy okazji tych wizyt nie znikały w tajemniczych okolicznościach ciastka, czy inne smakołyki przygotowane na rozmowy z klientami firmy. Tak się jednak działo, więc Rose przez większą część dnia z irytacją spoglądała na drzwi, kiedy słyszała, że ktoś wchodzi.
OdpowiedzUsuńSfrustrowana faktem, że ciasto nie klei się tak, jak powinno, mamrotała pod nosem przekleństwa skierowane w stronę zaopatrzeniowców i tych cholernych czasów, w których zawartość mąki w mące jest znikoma, kiedy drzwi otworzyły się już któryś raz tego dnia.
- Kogo tu znowu niesie...?! - rzuciła poirytowana, ale kiedy tylko zobaczyła kto przyszedł, jej nastrój zmienił się całkowicie. Zniknęła irytacja i wściekłość, pojawił się delikatny uśmiech. - Wybacz, ciężki dzień.
Alessia była bowiem jedną z tych nielicznych osób, które Rose faktycznie lubiła mieć w kuchni. Może dlatego, że nigdy nie ukrywała tego, że ma na coś ochotę. A może dlatego, że znalazły wspólny język już jakiś czas temu. Tak czy inaczej, jej wizyty zawsze nastrajały ją optymistycznie do świata.
R. Harveth
[Nie wiem, czy napisałam to w karcie, bo ja zapominalska jestem, ale Fabio wie o ciąży ;) Znaczy możemy zrobić tak, że dopiero się dowie, no ale to już trzeci miesiąc, prawda? xd]
OdpowiedzUsuńFabrizio